Część druga

W 80 telefonów do końca kwarantanny?

25 dni po rozpoczęciu kwarantanny wykonałam dokładnie osiemdziesiąt telefonów  do różnych urzędów – do Katowic, do Warszawy i do Gliwic.

Znajomi z zespołu, którzy byli w podobnej sytuacji dzielą się już bardzo wyraźnie na naszego ,,pacjenta zero”, przebadanych i niedobitków takich jak ja – bez jakichkolwiek informacji. Na szczęście wszyscy poddani narazie testom mają wynik negatywny – polecają tym, którzy nie zostali zbadani nie patyczkować się z odbierającymi telefony.

Ja cały czas dzwonię.

Siostra zaczyna się śmiać, że już z pewnością zaczynam już rozmowy od ,,dzień dobry Pani Basiu, to znowu ja..”.

7 kwietnia postanowiłam, że muszę w końcu dowiedzieć się czegokolwiek. Ponoć w niektórych telefonach jest opcja ,,dzwoń do skutku”. Żałuję – w swoim jej nie znalazłam. Dzień spędziłam na przeklikiwaniu numerów po tym jak ktoś stwierdzał, że nie udziela takich informacji, nie posiada takich informacji ewentualnie nie jestem upoważniona do otrzymania takich informacji przez telefon.

Prima aprilis 

Zapominam o nim oczywiście i przerywam wirtualne spotkanie w pracy, żeby odebrać telefon.

Rozmówca krótko komunikuje, że sanepid nie może narazie przyjechać, bo sporo osób tych testów potrzebuje. Może za tydzień

Jestem bardzo, bardzo zła… ale jednocześnie myślę sobie, że jest ok, skoro dzwonią – jestem na jakiejś długiej liście oczekujących i przynajmniej wiem, że o mnie pamietają, ktoś nad tym czuwa i ma kontrolę nad całą sytuacją. 

Słyszę śmiech w tle.

To wcale nie sanepid. Prima aprilis. 

Przełom. 

Dodzwoniłam się do Gliwic.

Panie nadal są bardzo miłe, to trzeba przyznać.

I te miłe panie są dość zmieszane: dowiedziałam się że, no głupia sprawa, po takim długim czasie nie ma sensu wykonywać mi wymazu, nie powinnam więc spodziewać się już wizyty. Ale przecież skoro nie miałam kontaktu z chorym… (miałam!)

No ale nie zmienia to faktu, że nikt już nie przyjedzie słynnym wymazobusem. Ale ma pocieszenie: gdybym była chora – to pewnie bym wiedziała.

Pozostaje sprawa kwarantanny.

Też głupio, bo zapomnieli wysłać pismo z przedłużeniem po tych 14 dniach… ale to już nie jest ważne, bo jest 25 dzień kwarantanny a oni nie mogą przedłużyć jej dłużej niż do 21 dnia. No i tu taki problem, bo nie mogą mi nawet za bardzo wysłać tej informacji o kwarantannie wstecz a i tak przecież od  początku tego tygodnia powinnam już być w pracy…

 W myślach dziękuję  Bogu za moje Home Office.

Upewniam się, czy to znaczy, że mogę wyjść do sklepu? Tak, oczywiście.

Tego wieczora wychodzę w maseczce (nielegalnie) na dwór. Od tej ilości powietrza i zapachu kwitnącej forsycji kręci mi się w głowie. Mogę w końcu pomachać przez okno dziadkowi.

Ach. 3 godziny po zakończeniu rozmowy z sanepidem listonoszka przyniosła informację o przedlużeniu kwarantanny do 21 dni.

Czyli jednak o mnie pamiętali 

Święta

Mimo tego, że niewiele brakuje nam do ćwierćwiecza, tematy tego, co ja i moja siostra malujemy na pisankach, brzmią bardziej poważnie niż tematy naszych prac naukowych. W tym roku Popkultura jako sposób kreowania tożsamosci.

W niedzielę wielkanocną przynosimy więc dziadkowi zakupy i jajka z księżniczką Leią i Jokerem w plastikowym (wielorazowym!) pojemniku. Drugi pojemniczek na serniczek, wiadomo. Krzesło dziadka stoi pod jabłonką, daleko od nas.

O 20:30 dzwoni nieznany numer. Zajęta świątecznym oglądaniem Lucyfera tego nie zauważam. O 22 telefon dzwoni po raz kolejny. Odbieram.

Męski głos informuje mnie, że są w drodze i za 15 min mogą zrobić mi testy.

Zirytowana i nauczona doświadczeniem z pierwszego kwietnia pozwalam sobie powiedzieć kilka nieprzyjemnych słów o tym, co myślę o poczuciu humoru przyjaciela. Drugi raz się nie nabiorę.

Jak się okazuje to jednak prawdziwy pan z prawdziwego wymazobusa i na szczęście nie ma mi za złe tego wybuchu.

Chwilę po 22 pani w granatowym kombinezonie pobiera mi wymaz.

Czekam więc na wyniki

Zanim je dostanę zdążą włączyć wymazobusy w moim mieście. I zdążą też zawiesić w nim laboratorium przez falszywe wyniki.

45 dzień kwarantanny 

Już nie wiszę  na telefonie ale przez tydzień co jakiś czas próbuję się skontaktować z sanepidem.Udaje mi się dodzwonić (wykonując pierwszy telefon tego ranka) w 45 dni po tym, jak miałam kontakt z chorym.

Miła ale zabiegana pani nerwowo informuje, że wyników z piątku jeszcze nie ma. Tych z piątku  24.04. Pytam o wyniki testów pobranych dwa tygodnie wcześniej. W tle cały czas słychać sygnały telefonów i głosy pań, które próbują pomóc dzwoniącym.

Pani jest zmęczona. To słychać w tym, jak mówi i co mówi: na głos rzuca uwagę, że przez moje  nazwisko będzie musiała przerzucić górę przypadków. Krótko rozważam, czy powinnam spytać, na jakie powinnam w takim razie je zmienić ale rezygnuję. 

Moja rozmówczyni jest zaskoczona, że nie dostałam informacji: wyniki testów były już dzień po ich pobraniu. Negatywne. 

Życzymy sobie dużo zdrowia.

Kolega, który był zarażony też może już wyjść. Też ma już wyniki negatywne.