Never Ending Kwarantanna

Jestem dwudziesty czwarty dzień na kwarantannie

W środę, 18.03 dowiedzieliśmy się, że kolega z pracy ma pozytywny wynik. Na szczęście od początku tygodnia wszyscy pracowaliśmy z domu i od poniedziałku oficjalnie oczekiwaliśmy na jego wyniki, więc z przekąsem wspominaliśmy, że w piątek piliśmy jeszcze kawę w biurze, zastanawiając się na głos, czy ktoś z nas nie jest już zarażony.

O ironio – jak się okazało – już wtedy był

Uprzejme panie z Sanepidu w Rudzie Śląskiej informują mnie, że moja kwarantanna liczy się od piątku, kiedy miałam kontakt z chorym. Radzą, aby uważać na domowników, dezynfekować muszlę klozetową po użyciu i nie zbliżać się do nikogo. Zastanawiam się, czy powinnam poprosić siostrę, z którą dzielę pokój o to, żeby spała u mamy. Z drugiej strony, co jeśli zaraziłam już siostrę? Pierwszego dnia obiad jem w swoim pokoju, ale kolację jemy już razem. Siostra zostaje w swoim łóżku, wybieram za to kubek, z którego planuję pić do otrzymania wyników. Nie mam pojęcia, z których naczyń korzystałam przez weekend, ale staram się zachować optymizm i wierzyć w to, że zmywarka poradziła sobie z ewentualnym koronawirusem.

Kwarantanna ma obejmować tylko mnie

W moim przypadku oznacza to, że moja mama i siostra pójdą na ogródek, ewentualnie wejdą do piekarni, ale co z rodzinami moich wpółpracowników? Tata kolegi pracuje w supermarkecie, mąż koleżanki w szpitalu, ktoś może przecież pracować z jedzeniem albo roznosić paczki, ale nikt nie daje nam nawet możliwości podłączenia osób, z którymi mieszkamy, pod kwarantannę. Nasi bliscy na własną rękę starają się więc wybrać urlopy lub prosić o pracę zdalną. Nie wszyscy mają taką możliwość.

Sanepid z Gliwic dzwoni rano w piątek. Minął tydzień od potencjalnego zarażenia. Panie informują, że kary za złamanie kwarantanny wynoszą 5 tysięcy. Nie mogą powiedzieć, kiedy będę miała robione testy, być może jutro, być może w przyszłym tygodniu.

Wieczorem kara wynosi już 30 tysięcy.

Od soboty macham policjantom przez okno

Każdego dnia panowie sprawdzają, czy jestem w domu, jak się czuję i czy czegoś nie potrzebujemy. Siostra namawia mnie, żeby poprosić o wniesienie jakiegoś zapasu żwirku dla kota, ale to tylko próba rozładowania sytuacji. Panowie są bardzo mili, wiedzą, że 27.03 kończy mi się kwarantanna, wpadną jednak też dzień później. Zapomnieli o zaktualizowaniu listy.

Któregoś dnia spytam ich, czy mają jakieś informacje na temat testów, przyznają, że w mojej dzielnicy nikt jeszcze nie miał ich robionych ale skoro nie miałam kontaktu z chorym… Tylko, że ja miałam.

Dzień przed zakończeniem kwarantanny

Dwie osoby z naszego biura mają zrobione testy. Obie mieszkają w Bytomiu, jedna dokładnie 5 km od mojego bloku. Mapy google uważają, że tą odległość można pokonać samochodem w 6 minut. Panie z sanepidu zapewniały, że jeśli testy będą robione w okolicy, z pewnością mi również zostaną wykonane. Jednak 5 kilometrów to najwyraźniej za daleko.

Postanawiam zadzwonić do sanepidu, dowiedzieć się, czy będą wykonywane mi testy. Katowice nie odbierają ale panie z Gliwic odpowiadają, że są one wykonywane tylko osobom, które miały bezpośredni kontakt z zarażonym.
Miałam.
Zaskoczone sprawdzają więc listę osób, którym mają mieć przeprowadzone testy i okazuje się, że nie ma tam mojego nazwiska. Późnym wieczorem jedna z pań zadzwoni, jednak byłam na liście. Na tej, która została wysłana do Katowic tydzień temu.

Piątek to dzień, w którym każdy z moich znajomych otrzymał już informacje o tym, że zostaje skierowany na kwarantannę. Każdy z potencjalnie zarażonych oprócz mnie.

Ostatni dzień kwarantanny

Dzwonię do Sanepidu w Katowicach i odnoszę wrażenie, że Pani bardzo chce się mnie pozbyć: próbuje namówić mnie na dzwonienie do Rudy, do Gliwic, w końcu przyznaje, że to Katowice są odpowiedzialne za robienie testów ale tylko dla osób, które miały kontakt z chorym. Gdy zapewniam, że jestem tą osobą, pani pyta o to, co mówi mój opiekun sanitarny. Nie mam pojęcia o jakiego opiekuna chodzi, pani więc wątpi, czy nie wymyśliłam sobie swojej kwarantanny. Szczerze mówiąc, sama zaczynam się zastanawiać, ale w końcu każdego dnia radiowóz stoi pod moim blokiem. 

Pani pyta, czy nie dotarło pismo o przedłużeniu kwarantanny – ale jeszcze nie dotarło nawet pismo o pierwszej kwarantannie.

Znów pytanie o to, co na to mój opiekun sanitarny, chcę się więc dowiedzieć, jak się dowiedzieć, kto nim jest. ale: ,,Takich rzeczy to my akurat nie wiemy”.

Informacja o tym, że 13-27.03 mam kwarantannę przychodzi 30.03 z datą wysłania 23.03

Kolega podał do sanepidu powiatowego informację o siedemnastu osobach w firmie, z którymi miał kontakt.
Jedna z koleżanek dowiedziała się, że jest zdrowa. Jej mąż może wrócić do pracy.
Druga badana otrzymała odpowiedź, że jest kolejka i najprawdopodobniej w ciągu tego lub kolejnego tygodnia dostanie wyniki. Są zaskoczeni, że skończyła jej się kwarantanna.
Ja nie mogę dodzwonić się do Sanepidu już od piątku, w którym oficjalnie zakończyłam przymusowy pobyt w domu. Telefon jest zajęty, wyłączony lub nikt nie odbiera.
Kierownikowi działu udało się dodzwonić do Katowic, otrzymuje informacje, że mamy kwarantannę do momentu, w którym dostaniemy wyniki, i owszem, możemy zostać ukarani jeśli wyjdziemy.

Problem w tym, że nikt nie zamierza zrobić nam badań.

31.03
2215 przypadków, 32 zgony

Rodzina chłopaka, który ma wynik pozytywny też jeszcze nie miała przeprowadzonych testów. Przez połowę kwarantanny ja i moja mama miałyśmy podwyższoną temperaturę i kaszel. Zgłaszałyśmy to zarówno w sanepidzie, jak i na policji. Na szczęście antybiotyk pomógł.

Kolejny tydzień przyniósł dobre informacje: dwie koleżanki otrzymały wyniki- negatywny na szczęście. Trzy kolejne osoby, zarażony kolega i jego rodzina miały zrobione testy.

Selfie w wannie

Wciąż dostawałam wiadomości, że pobranie aplikacji ,,Kwarantannna” jest dla mnie OBOWIĄZKOWE. Za namową zestresowanej mamy pobieram i mam nadzieję, że zmotywuje mnie to przynajmniej do zmieniania outfitu każdego dnia. Współpracownicy licytują się, kto wysłał zabawniejsze zdjęcie: aktualnie wygrywa nasz ,,pacjent zero”, który na każdym zdjęciu pokazuje, jak bardzo jest zirytowany sytuacją i koleżanka, która wysłała zdjęcie z wanny.

Ja nie dostaję żadnych zadań do wykonania.

6.04
4413 przypadków, 107 zgonów

Współpracownik, który również od 13.03 jest na kwarantannie po raz pierwszy zostaje skontrolowany przez policję, czy jest w domu.

Głuche telefony

Wykonałam dziś ponad trzydzieści telefonów do różnych jednostek sanepidu: przekierowywana z miasta do miasta, z jednostki do jednostki, z oddziału do oddziału próbuję dowiedzieć się, czy nadal obejmuje mnie kwarantanna i czy będą wykonane testy. Część znajomych nabija się już, że skoro policja już nie przychodzi, to jestem wolna i robię problemy.
Cóż.
Innego zdania jest Pani z jednej z jednostek Sanepidu do którego się dziś dodzwoniłam. Oczywiście, że nadal mam kwarantannę a Sanepid nie ma obowiązku pisemnego informowania mnie o jej przedłużeniu.
Aha.
Pracuję aktualnie z domu ale nie mam pojęcia jak w takim razie ludzie przekonują pracodawców, że faktycznie nie mogą dotrzeć do pracy, bo przecież za opuszczenie domu mogą zostać ukarani.

Dowiaduję się również, że powinnam wiedzieć skąd jest mój wymazobus, tylko tak można sprawdzić, czy jestem na liście do testu. Nikt nie ma oczywiście pojęcia, jak mogę się tego dowiedzieć.
Kilka godzin w błędnym kole podawania mi wciąż tych samych ciągów liczb mimo informacji, że właśnie zostałam przekierowana właśnie z tego, podawanego mi po raz kolejny numeru. Przestaję próbować dopiero o 16. O tej godzinie i tak już nikt nie odbiera.

Właśnie przyjaciółka zapytała, gdzie dzwonić, bo ma objawy zarażenia.
A ja najzwyczajniej nie mam pojęcia.

Nie wiem kiedy i czy zostaną mi wykonane testy. Nie wiem czy ewentualna kwarantanna dotyczy tylko mnie, czy całej rodziny.

Mam dość. 

Znajomi radzą, żeby dzwoniąc gdziekolwiek, zaczynać rozmowę awanturą. Czy to ma sens? Która z tych pań odbierających słuchawkę jest winna temu zamieszaniu?

Nie mam pretensji do osób, które pracują w wymienionych służbach, nie radzimy sobie i to widać. Martwię się, bo mama i siostra robią zakupy dziadkom, martwię się, bo moja mama też już nie powinna chodzić do sklepu a ja się boję, że zapłacę za wizytę na dworze 30 tysięcy.
Wyżywanie się na osobie, która odbiera telefon przecież nie ma sensu.

Tylko ja nie wiem co robić.