Sto lat do normalności

Dwa fragmenty. Dwoma fragmentami mógłbym opisać swój nastrój w tym czasie. Co ciekawe, oba należą do dwojga przyjaciół – Natalii Przybysz
i Krzyśka Zalewskiego.

Natalka, w piosence „Sto lat” dość brutalnie zderza mnie z obecną sytuacją. „Sto lat samotności” oraz „Sto lat… wiary, nadziei i mdłości”. Boli. Nie pisała tego z myślą o narodowej kwarantannie, a jednak idealnie odwzorowała panującą atmosferę. Nie dość, że symbol czasu zestawiony z życzeniami „sto lat” nie ma już wydźwięku radości i chęci życzenia sobie czegoś dobrego, to jeszcze ta przeklęta mdłość. Wiara, nadzieja i mdłość. Jakież to symboliczne, gdy wiara i nadzieja pozostają bez zmian, a miłość zamienia się w mdłość. To co wszystkich nas spaja i ratuje, odchodzi gdzieś w otchłań. A w miejsce tej spójności wchodzi obrzydliwa mdłość. Myślę, że to uczucie jest teraz dominujące. Mamy dość ograniczeń. Dość wyznaczania nam granic. Chcemy znów mieć to złudne poczucie wolności. Trafia? Atakuje wręcz. Minie? O tym niżej.

Naprzeciw tej dołującej myśli staje fragment z koncertu Krzysia Zalewskiego. Tak prosty i przyziemny, a zarazem głęboki. Zawsze
w pewnym momencie śpiewa on z nami: „Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie”. Patrząc na to słońce, które tak chętnie się pokazuje i przegania stanowczo wszystkie chmury, ten fragment trafia
w moje serce, jak nigdy przedtem. Obudzimy się pewnego dnia, spojrzymy w lustro i nie zauważymy odciśniętej na twarzy gumki, trzymającej maseczkę. Miejsce, w którym stało pudełko z rękawiczkami, będzie zastąpione odrobiną kurzu lub przystawione czymś, co nie ma w nazwie „dezynfekujący”. Wyjdziemy na zewnątrz i podamy rękę sąsiadowi. Będzie nam bliższy niż kiedykolwiek. Wszyscy będą nam bliżsi. Wszystko nas połączy. Przeczekajmy to.

Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie.