W nadziei na garnek złota

Rok temu byłam przekonana, że rok 2020 będzie jednym z najlepszych. Miałam tyle planów po maturze, miałam zacząć robić licencjat trenerski i pracować na siłowni, w grudniu lecieć do Afryki Południowej, rok później podróżować i potem dopiero zacząć studia, ale najwyraźniej życie chciało nieco inaczej. Zamiast świata widziałam te same cztery ściany salonu przez kilka miesięcy, bo był strach gdziekolwiek wychodzić, żeby nikogo nie zarazić, wszystko zamknięte. Nie dość, że Rheine nie jest dużym miastem, to wszystko, gdzie można było sobie posiedzieć ze znajomymi zostało zamknięte.

Początkowo się nawet cieszyłam, że będę miała chwilkę spokoju dla siebie i odpocznę przed maturą, że będę miała więcej czasu na naukę. Ale po jakimś czasie zaczęło mnie to wszystko dołować. Matura za sobą, najlepszej przyjaciółki nie widziałam przez kilka tygodni a tutaj decyzja do podjęcia; co będę robić dalej?

I w końcu zdecydowałam, że wrócę do Polski, zacznę życie na nowo tam, gdzie mnie jeszcze nie znają. Tam jest mniej zachorowań, więc tam będę miała lepiej, będę z resztą rodziny i poznam mnóswto super ludzi. Nauczę się jednak trochę więcej o własnej kulturze. Zaczynało się bardzo dobrze, dopóki Polska nie weszła do strefy żółtej, moi kuzyni zachorowali i siedziałam w domu przez ponad miesiąc nigdzie nie wychodząc, jedynie do spożywczego albo drogerii. Miałam chociaż babcię, prababcię i dziaka, ale wiadomo, to nie to samo. Brakowało mi strasznie kontaktu z innymi ludźmi – kuzynami, kuzynką, nowymi znajomymi i przede wsztstkim normalnego życia studenckiego, jakiego sobie wyobrażałam. Izolacja i samotność bardzo wpływają na psychiczny stan zdrowia człowieka i nie pomagają, nawet troszeczkę, przy staraniu się ogarnąć własne życie.

Miałam dużo czasu na myślenie. Zbyt dużo. W końcu zaczęły dochodzić do tego stresu, wywołanego przez pandemię, problemy, które rok temu odepchnęłam na bok. Zaczął dochodzić strach przed zawaleniem egzaminów, brak koncentracji a odchodzić godziny snu. Nie ukrywam, czułam i nadal czuje się okropnie – chociaż mogę już od czasu do czasu się z kimś spotkać i oddwiedzać kuzynostwo – ale mimo wszystko staram się robić rzeczy, które mnie uspokajają i sprowadzają do szczęśliwego miejsca, gdzie mogę spokojnie zaczekać na koniec pandemii.

Ważne jest to, aby mieć kogoś z kim można o wszystkim porozmawiać, kogoś kto może jakoś uspokoi, da trochę nadziei na to, że będzie dobrze. Jak to się mówi? ,,Każdy kij ma dwa końce.”, ,,Po drugiej stronie tęczy czeka garnek złota.” Jeżeli z jednej strony jest ciemno i nieprzyjemnie trzeba przejść ten kawałek drogi, żeby było znowu dobrze, a nawet i lepiej. Czasem jest to długi kij, czy długa tęcza, ale z czasem droga staje się łatwiejsza. Zależy czy twoja jest kijem czy tęczą. Na kiju droga będzie równa, a na tęczy początkowo bardzo trudna, ale potem już tylko z górki. Jest też opcja, że w ogóle się nie ruszysz, tylko wtedy nigdy nie będzie lepiej. Wszystko zależy od ciebie.

Dodaje piosenkę, którą często słucham na poprawienie humoru.

21 thoughts on “W nadziei na garnek złota

  1. I truly love your site.. Excellent colors & theme. Did you build this site
    yourself? Please reply back as I’m hoping to
    create my very own blog and want to know where you got this from or just what the
    theme is named. Thanks!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *